Archiwum kategorii: Dedykacje

W bieli (pocztówka z Białki)

W bieli (pocztówka z Białki)

Biały księżyc, białe gwiazdy, białe szaleństwa nocą na Bani.
Wszystko podane na kartce szczerych pozdrowień,
która potrafi obudzić głęboko skrywane marzenia.

Choć raz zaczarować się bielą i poskromić góry ze szczytów,
odważyć się i wykonać ekwilibrystyczny taniec na stoku,
skąpać w mlecznym oceanie muld na opadłej zimowej pierzynie.

Gdy wyprasujesz, pomięty lawiną, górski aksamit,
przy białonocnej watrze przywdziejemy welony tatrzańskich zaślubin.
Nie tylko nad Newą dnie spotykają się ze sobą.

Jak dobrze gdy Ktoś wierzy, że jeszcze masz marzenia
i przez bezimiennego posłańca odkrywa ich piernat.
Zagubionym, w białym labiryncie, fantazjom pokazuje drogę.

Rawa Mazowiecka marzec1999

Do Muzy w przypływie natchnienia

Do Muzy w przypływie natchnienia

Dam Ci Moja Muzo pęków stokrotek kosze
za marzenia odkryte, poezją pisane.
W każdym kwiatku stu natchnień – sto pragnień przyniosę,
w każdym listku zielonym miłosne wyznanie.

Pokaż mi nie odkryte słów szczęścia znaczenia
z wyobraźni spętanej rozumu umiarem,
krzepiące sentymentem skradzione marzenia,
oblane zatraconej przestrzeni kryształem.

I dam Ci Muzo moja naręcza bławatów
za czar Twojej urody sekretem owiany.
Każdą nutą szafiru wyśpiewam Cię światu,
wymaluję Twój portret chabrowymi słowami.

Życie szare oczaruj kolorów pejzażem,
przyozdabiaj mój talent zasłoną dziewiczą,
bym słowami mógł kreślić Twe nagie witraże
i do końca bądź wierną artyzmu skarbnicą.

Dam Ci róże bez kolców by duszy nie ranić,
za boskie egzorcyzmy figlarnej istoty.
Wonią kwiatu zamienię poezji śpiewanie
w łamiące ludzkie serca kamienne strzał groty.

W czarodziejskich ogrodach obraz Twój zamglony.
Namiętności skrzydlate, niepewności rozstań.
W trudnych czasu zawrotach głos osamotniony:
Zawsze bądź moją Muzo i ze mną pozostań.

Rawa Mazowiecka styczeń 2000

W oczekiwaniu wiosny

W oczekiwaniu wiosny

Przykrótkim dniem pobladły wszystkie barwy roku.
Nadeszła pora powrotów do rodzinnych gniazd,
pora, byś ciepłem swym zmieniła krok po kroku
w bezkresne morze zieleni martwą zimy szadź.

Pora mroźnego wiatru, co wieje z północy
harce pośród drzew ściętych powstrzymać za wodze,
pora śniegu białego piernaty roztopić,
lód na rzekach zamienić w marcowe powodzie.

A Ty? Zagubiona w wirującej pętli czasu,
choć już rok minął, dalej jesteś na wagarach.
Musisz powrócić do łąk, ogrodów i lasów,
zbudzić pąki zakwitłe w przyrody konarach.

Czekają stare wierzby kociem malowane,
panny słomą strojone popłynąć gotowe,
głośne trela słowików po rosie nad ranem,
pierwsze, w bieli kasztanów, miłości majowe.

I chociaż jeszcze zimą myśli wypełnione,
żar wiosennych iskier głodne serca grzeje.
Dziewięć długich miesięcy nostalgią karmionych,
budząc do życia, nowe przyniesie nadzieje.

Rawa Mazowiecka luty 2000

W lustrzanym odbiciu

W lustrzanym odbiciu

Złocistą wstęgą przepasany, z wieńcem lauru na głowie.
Własne odbicie w lustrze, strojone miarą autora.
Opromieniona młodzieńczą naiwnością czerstwa twarz,
spogląda na zewnątrz w swoje wylęknione oczy.
Czy aby zwierciadło nie jest nazbyt krzywe?
Pergaminowa skóra zawisła na powyginanym kadłubie.
W szerokich ramach zamknięty ideał osobowości,
choć wymuszony, raduje kreatora komedianta.
Nie wiesz czy radość jego nie jest zbyt wczesna.
Z tysięcy kawałków obcego tworzywa powstały wzór,
wpinany w zamknięty krąg zazdrosnymi rękami kompanów,
traci połysk wraz z, zachodzącą mgłą, lustrzaną taflą.
Bliźniaczo krzywe usta w zatartym obliczu wydają stłumione dźwięki.

Wpatrzony w gadatliwe odbicie starzec słucha zapomnianych opowieści,
zapisanych w kroplach niewinności, które w chwilach melancholii,
syciły otuchą i nowym potencjałem nadludzkiej odporności.
Normy wpajane wrażliwymi dźwiękami uniżenia,
wiodły na niedostępny szczyt wyimaginowanej sławy,
otoczony trudno topliwą, złudną masą prawości.
Jego trzon skruszyli przychylni ziomkowie oddani bez granic,
gracze świata, nie fair pokonujący płochego przeciwnika,
wiedząc o tym, że pokora z naiwnością zatraciły rubieże.
Swoją estymę pieczętowali słodkim pocałunkiem tarantuli.
Czyżbyś zapomniał, pełen próżności i zadowolenia,
że nikt nie może wyrwać zła ze zwierzęcego usposobienia?

Przypatrz się teraz, w jakie słabości ofiarodawcy
oblekli Twoją pierwotną naturę, rzadkie perły i złoto przemieniając,
w zastygłą maskę rzeźbioną zdradą w twardej bryle lodu.
Tocząc przez lata batalię nadawali kształt powłoce,
dawnego, skalnego kręgosłupa zmysłów.
Naznaczyli ją sztormami jak wyłowione z morza wiekowe żelazo.
Zbyt przenikliwy, by karmić się złudzeniami, wiesz,
że walki tej nie wygrasz nie znając prawdziwego oblicza wroga.
Sztuką, nieznaną mistrzom rzemiosła, jest układać tworzywo w formy,
bez dotyku dłoni, tym bardziej zwykłe ludzkie charaktery.
Jednak mimo wszechstronnej znajomości natury,
myśliwi nie posiedli niezwykłego talentu –
graniczącej z cudem umiejętności okiełznania agresywnych instynktów,
przywykłych do wolności, dzikich zwierząt.

Rawa Mazowiecka marzec 2000

Dla Beaty

Dla Beaty

Wiersz napisany z okazji 18-tych urodzin mojej córki chrzestnej Beaty

Wielkim darem jest urodzić się razem z wiosną,
co roku bielszym dzwonkiem konwalii zakwitać,
ciepłem wiatru wonnego owiewać miłością,
zbierać kosze czubiaste splendorów od życia.

Sztuką wielką jest z wiosną bezdroża przemierzyć,
w parze dotrzeć do celu młodzieńczej podróży,
niewinności umiarem twarzą w twarz się zmierzyć
z czasem rychłej wolności, wysłannikiem burzy.

Kiedy szyba różowa koloryt swój zmienia,
pora bramy lustrzanej przekroczyć podwoje,
w świecie czarów zostawić bajkowe wspomnienia,
z wiosną etap ostatni rozpocząć we dwoje.

Nim przygaśnie horyzont dziewiczej pokory,
szala uczuć zazdrosnych ideał wyceni.
Niech w spokoju wraz z wiosną przez życie pozwoli,
zaułkami krętymi, dojść do późnej jesieni.

Gdy czerwone już liście opadną na ziemię
i na tronie zabłyśniesz lauru listkiem złotym,
stary zegar wstrzymując powrócisz marzeniem
w dawne chwile beztroski, wiosenne tęsknoty.

16 marca 2000 Puławy

Na nie

Na nie

Nie będę nigdy o nic prosił,
bo czego pragnę nie dostanę.
W ciszy porażkę będę znosił,
leczył głęboką w sercu ranę.

Nie będę nigdy przyjacielem,
gdy widzieć będą we mnie sługę.
Nie będę prosił o zbyt wiele,
gdy mam zapłacić za przysługę.

Nigdy zamiarów swych nie zdradzę,
dopóki chytrzyć będą inni.
Tacy, co dzierżą chorą władzę
znać moich myśli nie powinni.

Nie powiem kocham błądząc w chmurach,
skorpiona kochać nikt nie umie.
Wyznam, gdy spotkam taką, która
szaloną miłość mą zrozumie.

Rawa Mazowiecka kwiecień 2001

Cisza po burzy

Cisza po burzy

Po burzy
samotna gorzka łza
spływa wąskim strumykiem.
Biała chustka
w niespokojnych dłoniach
rozmazuje ją po twarzy.
Druga kropla
pęcznieje i pęka.
Ucieka z zawiłej roztoki
na koniuszek nosa.
Kolejne
chowają się w hafcie
białego kołnierzyka.
Cisza.

Powiedz coś,
dlaczego nic nie mówisz,
tylko słuchasz,
jakbyś nie znała świata,
a ja sprzedawałbym
największe jego tajemnice.
Milczenie.

Podaję lampkę
białego szampana,
zebranego z upadłych łez.
Zastygłe wargi
łagodnieją.
Wypełniane soczystą purpurą,
wypuszczają
martwe słowa:
Nie wiem, co powiedzieć.
Znowu cisza.

Rawa Mazowiecka marzec 2002

Spacer po lesie

Spacer po lesie

Do lasu wiedzie prosta droga,
czerniawy asfalt w piach się zmienia,
na skraju olcha drży nieboga,
nad trawą mgła się rozprzestrzenia.
W głębi leszczyna w pas się kłania,
nęcą orzechy zbyt dojrzałe,
przebiega wstęgę drogi łania,
tuż za nią trzy koziołki małe.
Droga w wijącej ścieżce znika,
obrosłej gęsto w świerk zielony.
Do pnia przybity komunikat:
„Ostoja zwierza, wstęp wzbroniony”.
Pomiędzy jeżyn zaroślami
rosną jałowce krzywe, stare.
Szarpią ostrymi pazurami
niezaproszoną w gąszcz ofiarę.
Labirynt wiedzie na polanę,
zdobną w widlasty liść paproci.
Pod nim, okryty mchu dywanem,
zlany promieniem grzyb się złoci.
Ścieżka z duktami łąkę kroją
tworząc ukośne skrzyżowanie.
Na rogach w czapach wielkich stoją,
słusznego wzrostu, cztery kanie.
Dalej pomiędzy brzozy korą
wzory pajęczyn czynią czary.
Czerwone głowy pną z pokorą
wzdłuż pni zbielałych dwa koźlary.
Pod niebem jastrząb tnie witraże,
w dziupli ryżawy ogon znika.
Opadły z dębu liść pokaże,
gdzie jeszcze znaleźć borowika.
Kosze z wikliny pełne zbiorów,
słońce zaczyna w dół się staczać,
w konarach zapach czuć wieczoru,
głos sowy słychać, pora wracać.

Rawa Mazowiecka październik 2003

Noc i księżyc

Noc i księżyc

Noc nadchodzi niespodzianie.
Tajemnicza, bez imienia.
Szatą gwiazd okrywa Ziemię,
blask błękitu w granat zmienia.
Opętana ciszą nowiu
senny oddech wiatru wzmaga,
gęstą mgłą spowija cienie,
błyskawicą ciemność smaga.
Czarnych łez wylewa morze
w samotności płacząc deszczem,
przenikliwą sieje grozę,
głębię ciał przeszywa dreszczem.

Chcąc ostudzić nocy wrzenie,
pełnią słońca rozświetlany,
biegnie do niej mleczną drogą
srebrny księżyc, jej kochanek.
Żarliwości pocałunkiem
wita damę czarnooką,
w zodiakalne z gwiazd ramiona
wtula lubą swą głęboko.
Chmur pierzynę z niej odkrywa,
czule szepcąc o miłości,
taniec ciała rozpoczyna
pełen wielkiej namiętności.

Wścibskim gwiazdom wzrok zasłania,
blaskiem granat rozpromienia,
szczęściem gęste mgły rozgania,
wiatru trąby w szept zamienia.
Krąży wokół swej wybranki
po zmysłowej aureoli,
w wirujących konstelacjach
rozkochuje ją powoli.
Srebrem ciemne ciało gładzi,
wzmaga dotyk, tętna bicie,
by z kochanką o północy
razem spełnić się na szczycie.

Dobywając tchnień ostatnich,
nieba płaszczem otuleni,
spowalniają nocne harce,
namiętnością przesyceni.
W nadchodzącej zorzy świtu,
kończąc taniec zapomnienia,
przygaszeni wyczerpaniem,
tajemnicze śnią marzenia.
Stygną dwoje, szarzy, bladzi
zapadając w rosy szadź,
umówieni na spotkanie,
tuż nad ranem, idą spać.

Rawa Mazowiecka styczeń 2004

Kolorowy sposób na smutek

Kolorowy sposób na smutek

Uśmiechnij twarz zmęczoną na kaprys pogody,
przegoń chmury kłębiaste wyszyte troskami,
zmyj mahoniu owocem krople srebrnej wody,
niech odpłyną w nieznane zapomnienia rzekami.

Zakola czarnej wody porosłe szuwarem,
rozmiękczą zmarzłej ziemi zagony obfite,
wyciszą rozszalałe rwącym nurtem fale,
gładko brzegu dosięgną wolności błękitem.

Wybiegnij na spotkanie w sukni nakrapianej,
depcząc świeżą trawę na łąkach zielonych.
Postrząsaj stopą bosą krople rosy szklanej,
by spłynęły z mych skroni szronem oprószonych.

Dzbanek z kawą zagwiżdże przy wspólnym śniadaniu,
przy wieczornej herbacie lasem wiatr powieje,
nowa aura przyniesie w tęczowym ubraniu
kolorową receptę na życia koleje.

Rawa Mazowiecka luty 2004